wtorek, 18 grudnia 2012

Rozdział pierwszy


"Najgorsze jest to, że kiedyś naprawdę cie kochałem!"

      Spoglądałam przez małe okno, za którym spokojnie opadający śnieg mieszał się ze zmrokiem. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał piętnaście po siedemnastej. Ciężko westchnęłam. Z zamyślenia wyrwał mnie głos koleżanki, która dyskretnie zaczęła mnie poganiać. Zabrałam się więc do pracy, zwłaszcza że została mi niecała godzina do zakończenia swojej zmiany. Wyszłam z zaplecza i stanęłam za ladą małej, przytulnej kawiarenki, w której od jakiegoś czasu pracowałam. Tego dnia ruch był dość spokojny, więc z racji tego, że nic się nie działo, postanowiłam trochę ogarnąć ladę. Chciałam przestawić kolorowe, ozdobne filiżanki, które były elementem wystroju i wtedy ni stąd, ni zowąd wypadły mi z rąk i stłukły się z głośnym hukiem.
- Maddie! - Usłyszałam bezradny głos szefa.
- Przepraszam Chris, potrącisz mi z pensji… - Powiedziałam zrezygnowanym głosem i schyliłam się, aby posprzątać ten cały bałagan.
- Nie o to chodzi… - Powiedział również pochylając się. - I tak miałem zamiar je wyrzucić, ale na pewno wszystko w porządku? - Spytał chwytając moje ramię.
Spojrzałam na niego. Spoglądał na mnie oczami pełnymi niepewności. Zawsze był tajemniczy i skryty, a ja pomimo iż praktycznie nic o nim nie wiedziałam, czułam jakbym znała go na wylot.
- Tak, wszystko w porządku… ostatnio po prostu mam dziurawe ręce. - Uśmiechnęłam się i nawet nie zauważyłam, kiedy jego dłoń spoczęła na moim policzku.
- Maddie, ktoś do ciebie. - Usłyszałam nagle głos koleżanki, która stała po drugiej strony lady i wpatrywała się na nas jak na największą sensację roku.
Wstałam i spojrzałam na nią speszonym wzrokiem, po czym poprawiłam roboczy, beżowy fartuszek i wyszłam zza lady. Posłałam jeszcze sympatyczne spojrzenie Chrisowi, a kiedy dotarłam do swojego gościa, poczułam, jak zaciska mi się gardło.
- Witaj Madeline. - Usłyszałam aksamitne brzmienie głosu, którego bardzo mi brakowało.
- Louis?! - Krzyknęłam i pobiegłam do chłopaka, po czym rzuciłam się na niego i zaczęłam przytulać mocno ignorując ludzi dookoła, którzy gapili się i robili zdjęcia komórkami. Przecież to Louis Tomlinson, jedna piąta One Direction. - Przepraszam… - Westchnęłam odklejając się od niego.
- Nic nie szkodzi, szczerze to chyba nawet stęskniłem się za twoim entuzjazmem… jeżeli to twoja prawdziwa cecha… - Mruknął, a ja poczułam się dziwnie. - Przepraszam, nie miałem na myśli, że…
- Spokojnie Lou, jestem zdzirą, wiem… - Jęknęłam i usiadłam do najbliższego, wolnego stolika.
- Hej, nie mów tak! - Nakazał zajmując miejsce naprzeciw mnie.
- Mam dobrą pamięć, wiem co zrobiłam… ale trochę bardziej w tej chwili interesuje mnie inna rzecz… Co tu robisz? - Uśmiechnęłam się. - Nie uwierzę, że jesteś tutaj bez powodu, od tak sobie…
- No właśnie… - Zaczął. Widziałam na jego twarzy lekkie zakłopotanie. - Słuchaj, Madd… jestem tutaj, żeby prosić cię o coś.
- Jest coś co mogę dla ciebie zrobić? Wiem, że tak nie odkupię swoich win, ale postaram się ci pomóc. - Powiedziałam ze śmiertelną powagą.
- Świetnie, bo prawdę mówiąc… jesteś jedyną osoba, która może to zrobić.
- Co się stało? - Przestraszyłam się, bo jego postawa nie wróżyła nic dobrego.
- Pewnie wiesz, że One Direction ma ostatnio na swoim koncie wiele skandali… - Zaczął cicho, a ja pokiwałam głową. Co jak co, ale w tym poniekąd miałam swój udział. - Ostatnimi czasy Harry mocno przesadza. - Kiedy wypowiedział jego imię, coś zakuło mnie w sercu. - Nie wiem, nie było mnie tam, ale podobno na ostatniej imprezie przesadził podwójnie. Ostro zabawiał się z jedną dziewczyną nie przejmując się kompletnie tym, że jest w centrum uwagi. Był oczywiście pijany i wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że jest ostatnio na celowniku paparazzi. Podobno jeden szmatławiec ma to udokumentowane i niebawem chce opublikować wszystko, bez wyjątku. Domyślasz się pewnie, że to pismo, którego redaktorem naczelnym jest twój ojciec… - Zapadła cisza.
- Jak mogę ci pomóc, Lou? - Zaciekawiłam się po chwili intensywnego myślenia.
- Wiem, że nie jesteś w dobrych stosunkach z ojcem…
- Nie rozmawiam z nim od kilku miesięcy, szczerze to nawet nie jestem pewna, czy jeszcze żyje… - Wtrąciłam natychmiast.
- Rozumiem i nie kwestionuję tego, ale jesteś naszą ostatnią deską ratunku… - Chłopak spojrzał na mnie z nadzieją.
Wbiłam wzrok w ozdobę znajdującą się na stoliku. Zamyśliłam się. Zaczęłam dokładnie przeszukiwać swój umysł w poszukiwaniu czegoś, co mogłabym zrobić, aby skontaktować się z ojcem. Dawno temu pokłóciłam się z nim i od tamtego momentu ja nie mam ojca, a on nie ma córki. 
- Jasne, zrobię co się da… - Powiedziałam po chwili widząc, że Tomlinson bacznie mnie obserwuje. - Ale musisz mi powiedzieć co mam zrobić?
- Porozmawiaj z ojcem, poproś go… no wiesz…
- Naprawdę myślisz, że pójdę do niego, powiem: “Cześć tato, dasz mi to czym chcesz zaszkodzić jednemu, wystarczająco pogrążonemu zespołowi?” i to podziała? - Skrzywiłam się.
- Wiem, że to nie jest takie proste, ale mogłabyś chociaż spróbować? - Położył swoją dłoń na mojej, która spoczywała swobodnie na stoliku.
- Oczywiście, że mogę spróbować, tylko pozostaje jeszcze jedna kwestia… Harry zgodzi się na moją pomoc? - Spytałam nie owijając w bawełnę, a Louis zabrał rękę, po czym głośno westchnął z poważną, nieco zdenerwowaną miną.
- On nie ma nic do gadania. - Powiedział głośno i stanowczo. 
- Rozumiem, ale nie chcę się mu narzucać i niepotrzebnie wchodzić mu w drogę…
- O której kończysz pracę? - Spytał nagle, a ja błyskawicznie zerknęłam na duży zegar w kształcie filiżanki, który wisiał na ścianie obok lady.
- Teoretycznie za jakieś pół godziny. - Westchnęłam.
- W takim razie poczekam i pożyczę cię na godzinkę… - Wypowiedział to takim tonem, że nie brzmiało to jak sugestia czy prośba.
- Po co? - Uniosłam jedną brew.
- Pojedziemy do domu, tam od jakiegoś czasu wszyscy siedzą i zastanawiają się co dalej zrobić… wyszedłem na chwilę pod pretekstem przewietrzenia się, ale tak naprawdę miałem plan, żeby przyjść tutaj…
- Chwila, chwila… - Potrząsnęłam głową przerywając mu. - Chcesz, żebym pojechała z tobą… tam do domu, do waszego domu i… nie, nie, nie ma mowy, przecież tam jest Harry! - Powiedziałam ze strachem w oczach.
- Maddie, nie możesz go ciągle unikać. - Stwierdził.
- Louis, to on mnie unika… z resztą wcale się nie dziwię… - Westchnęłam.
- Chociaż spróbuj…
- Nie ma mowy! - Odmawiałam stanowczo.
- Proszę? - Jego mina wyrażała więcej niż tysiąc słów, naprawdę mu na tym zależało. Pomyślałam, że jeżeli kiedykolwiek nasza przyjaźń coś dla mnie znaczyła, to powinnam to dla niego zrobić, nawet jeżeli oznaczałoby to spotkanie twarzą w twarz z Stylesem.
- Zgoda… - Westchnęłam zrezygnowana. 
- Dziękuję. - Powiedział z uśmiechem.
- Ale chcę mieć to jak najszybciej za sobą… - Powiedziałam i wstałam, po czym poszłam na zaplecze. Miałam zamiar poprosić Chrisa, żeby zwolnił mnie wcześniej. Miałam nadzieję, że się uda.
- Hej, Chris… - Zaczęłam widząc go z daleka.
- Tak? - Spytał nie odrywając wzroku od papierów, które akurat przeglądał.
- Mogłabym wyjść trochę szybciej?
- Zaraz kończysz. - Zdziwił się.
- No właśnie…
Młody mężczyzna spojrzał na mnie, a ja uśmiechnęłam się przekonująco.
- Cos nie tak? - Spytał wyglądając przez moje ramię. Musiał zauważyć, że moim gościem był Louis. Znał go i wiedział jaka jest moja przeszłość. Byliśmy przyjaciółmi i wiele razy się mu zwierzałam.
- Wszystko okej, tylko muszę wyjść coś załatwić. To jak, mogę? - Spytałam zdejmując fartuszek i odwiesiłam go na swoje miejsce, po czym założyłam swój płaszcz i owinęłam wokół szyi niebieski, puchowy szal.
- Jasne, skoro musisz…
- Dziękuję! - Zawołałam i już chciałam wyjść.
- Maddie? - Zawołał mnie, a ja się odwróciłam. Chris podszedł do mnie i mnie przytulił. - Uważaj na siebie… - Westchnął cicho.
- Nic mi się nie stanie, obiecuję…
- Wiesz jak ostatnio się to skończyło. - Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- Chris, nie będzie kolejnego razu, możesz być pewny. - Uśmiechnęłam się, po czym pocałowałam go w policzek na pożegnanie i poszłam szybko do Louisa.
- Jesteście razem? - Spytał, kiedy do niego dołączyłam.
- Co? Kto? - Zdziwiłam się. - Nie, no coś ty… - Zaśmiałam się.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie moja sprawa, ale słowo daję, gdyby mógł, pożarłby mnie wzrokiem… - Louis wskazał palcem na Chrisa, a kiedy na niego zerknęłam, rzeczywiście wydawał mi się jakiś dziwny.
- Wydaje ci się. - Uśmiechnęłam się i złapałam Tomlinsona za ramię, po czym pociągnęłam na zewnątrz.
Całą drogę do domu chłopaków przebyliśmy w ciszy. Byłam tak zestresowana, że czułam się jakbym miała za chwilę zwymiotować, a potem zemdleć. Było mi naprawdę źle. Cieszyłam się, że było już po zmroku, było łatwiej ukryć zdenerwowanie przed Louisem, który pewnie i tak wiedział jak się czuję.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, włączyła się we mnie blokada. Siedziałam, gapiłam się przez szybę w drzwi domu i nie mogłam kompletnie nic zrobić.
- Ej, wyluzuj, będzie dobrze. - Louis pogładził mnie po ramieniu.
- Dlaczego mam wrażenie, że tylko ty mnie nie nienawidzisz? - Spytałam z bólem w sercu.
- Oni też cię nie nienawidzą. - Szepnął i wyszedł z samochodu. Po chwili znalazł się po drugiej stronie i otworzył mi drzwi. Odpięłam pas, wzięłam głęboki wdech i wyszłam z samochodu. Szłam wolnymi krokami.
- Nie, nie dam rady. - Powiedziałam zatrzymując się.
- Daj spokój, nie chcę cię tam zawlec siłą…
- Nie chcę widzieć wściekłości Harrego, kiedy mnie zobaczy…
- Daj spokój,  to wszystko jego wina, więc zamiast marudzić, powinien dziękować… poza tym chyba już jego nienawiść złagodniała.
- Tak myślisz? - Ucieszyłam się.
- Tak. - Odpowiedział z uśmiechem, dodając mi tym otuchy.
Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam naprzód. Kiedy wchodziliśmy do domu, usłyszałam głosy. Wszyscy byli w salonie. Widziałam, że Louis idzie pewnym krokiem w kierunku głównego pomieszczenia, ale nie zrobiłam tego samego.
- Ludzie, mam coś, co może nam pomóc… - Powiedział wchodząc do pomieszczenia.
- Louis, myśleliśmy, że się zgubiłeś… - Zażartował Niall. Głos tego chłopaka można było rozpoznać na kilometr.
- Niall, daj mu powiedzieć… Lou, co to za plan? - Odezwał się Liam.
Louis odwrócił się i spojrzał na mnie. Wykonał gest ręką, którym wołał mnie do siebie. Niepewnie zrobiłam kilka kroków w przód i po chwili znalazłam się u boku Tomlinsona. 
- Żartujesz sobie?! Co ona tu robi?! - Harry, który jeszcze przed chwilą siedział cicho, zabrał głos. Wstał i wydarł się z oburzeniem podchodząc do nas.
- Uspokój się, ona może nam pomóc. - Powiedział Louis.
- W dupie mam jej pomoc! - Krzyknął, a mnie coś zabolało. Minęło wiele czasu, ale wciąż bolało tak samo.
- Harry, to wszystko twoja wina, więc przynajmniej przymknij się do jasnej cholery i daj innym działać! - Warknął Lou, który chyba stał po mojej stronie.
- Czy ty się słyszysz? Nie pamiętasz już co ona zrobiła?! To przez nią jest to wszystko! - Fuknął prawie uderzając w twarz swojego najlepszego przyjaciela i odszedł szybkim krokiem na taras. 
- Spróbuję z nim pogadać… - Powiedziałam i poszłam za nim. Nie miałam pojęcia dlaczego to zrobiłam. Przecież w tej chwili było to jednoznaczne z samobójstwem.
Wyszłam na taras i momentalnie przeszły mnie ciarki. Chłód jaki panował na zewnątrz był straszny, dobrze, że nie zdążyłam zdjąć płaszcza. Dostrzegłam Stylesa, który stał gdzieś w ciemnej części tarasu. Był w samej koszuli.
- Przeziębisz się. - Powiedziałam cichym i spokojnym głosem podchodząc do niego. Stał do mnie tyłem, więc nie widziałam jego twarzy. Może to i dobrze?
- Chyba lepiej zrobisz, jak sobie pójdziesz. - Odpowiedział o dziwo spokojnym głosem.
- Harry… - Szepnęłam kładąc dłoń na jego ramieniu. Chłopak odwrócił się gwałtownie i z wielką siłą złapał mój nadgarstek sprawiając, że się przeraziłam.
- Czego ty jeszcze chcesz?! Miałaś zniknąć z mojego życia raz na zawsze! - Krzyczał. - Jesteś egoistyczną, zimną suką, która zrobi wszystko dla kasy! Brzydzę się tobą i nie chcę cię znać! - Trzymał moja dłoń i obrzucał mnie błotem perfidnie prosto w twarz. Czułam się jak ścierwo. Łzy same napływały mi do oczu. - A wiesz co jest najgorsze? - Zbliżył się wchodząc w światło, które padało przez okno z salonu. Dostrzegłam jego twarz i załzawione oczy oraz twarz pełną żalu, gniewu i rozpaczy. - Najgorsze jest to, że kiedyś naprawdę cie kochałem! - Warknął puszczając gwałtownie moją dłoń.
Stałam w miejscu jak wmurowana. Nie płakałam, łzy same cisnęły mi się do oczu, po czym znajdywały ujście i spływały bezkarnie po policzkach.
- Przepraszam, wiem, że nie jestem idealna i zrobiłam źle, ale…
- Zrobiłaś źle? Nie jesteś idealna?! Dziewczyno, ty jesteś okropna… - Westchnął.
- Chciałam ci tylko pomóc… - Szepnęłam i wybiegłam, bo czułam, że dłużej już tak nie wytrzymam.
Brnęłam przez salon pełen znajomych i nie zwracałam uwagi na wołanie Louisa. Zmierzałam prosto w stronę drzwi, które po chwili otworzyłam i wyszłam na zewnątrz.
- Maddie, poczekaj! - Krzyknął Tomlinson, który właśnie złapał moją rękę, aby mnie zatrzymać. 
- Nie udało się Lou, mówiłam ci, że tak właśnie będzie… żałuję, że tutaj przyjechałam i naprawdę nie wiem co sobie wyobrażałam wierząc ci w to, że on mnie nie nienawidzi. - Mówiłam ledwo powstrzymując łamiący się głos od całkowitego rozklejenia.
- Przepraszam cię za niego… trochę wypił i może nie jest sobą…
- Lou, błagam… nie zwalaj wszystkiego na alkohol, dobrze? - Westchnąłem, po czym spojrzałam na niego i lekko uśmiechnęłam się przez ciągle obecne na mojej twarzy łzy. 
Byłam zaskoczona, kiedy Tomlinson mnie przytulił. Wydawało mi się, że straciłam ich wszystkich już kilka miesięcy temu, ale najwyraźniej istnieje malutka szansa na odbudowanie tego, co było dla mnie takie ważne.
- Dziękuję, że chociaż zgodziłaś się pomóc. - Szepnął.
- Możesz na mnie liczyć… w razie gdyby Harry zmienił zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać. - Powiedziałam uśmiechając się i poszłam w stronę chodnika.
- Odwiozę cię, jest ciemno i zimno… nie pozwolę ci wracać samej przez pół miasta. - Powiedział wyjmując z kieszeni kluczyki od swojego samochodu.
Zgodziłam się i wsiadłam razem z nim do pojazdu.



Od autorki: Krótkie, bo krótkie... ale jest ;) mam spore plany co do tego opowiadania i proszę trzymać kciuki, żeby mi się udało ;*

Obserwatorzy